Karpacz - wysokie temperatury

Lato było bardzo słoneczne, ale w Karpaczu to już nie można było dosłownie wytrzymać. Nad morzem to chociaż woda daje jakie takie orzeźwienie, a w górach skwar tak niemiłosierny, że topiliśmy się żywcem. Nawet w nocy temperatury niewiele spadały i nie mogliśmy należycie wypocząć. Mieliśmy początkowo zamiar troszkę pozwiedzać i pochodzić po górach, ale po naszych dwóch wycieczkach daliśmy sobie spokój. Tam wysoko jakby trochę chłodniej, ale za to można nabawić się udaru jakiegoś, bo człowiek jak na rozgrzanej tafli pieca. Prawie cały pobyt spędziliśmy w dole Karpacza, najczęściej w klimatyzowanych pomieszczeniach pubu
Karpacz. Gośce nie przeszkadzało nawet, że tłum był tam tak niemiłosierny, że musieliśmy dzielić się z nieznajomymi swoim stolikiem. Nie pamiętam, kiedy wypiłem tyle kawy i ożłopałem się tyle piwska, jak wtedy. Najfajniej zrobiło się, gdy namierzyliśmy basen z bieżącą wodą, płynącą z rzeki. Opuszczaliśmy więc Karpacz każdego dnia i jechaliśmy koło 5 kilometrów do Miłkowa. Tam dobrze ktoś pomyślał, bo ten basen przy Skalnm to w te upały bajoro. Genetralnie wypoczynek udany, choć tropiki takie, że niech to licho.
Inne artykuły w tej kategorii: